> Beethoven i krytyka.

Ludwig van Beethoven był bardzo zakochany, tym razem w Giulietcie Guicciardi. Nic nie wskazywało, że tym razem szczęśliwie…

… i rzeczywiście nic z tego nie wyszło. To znaczy wyszło z tego muzycznie bardzo dużo, ale związek nie przetrwał. Sława pianisty, a potem kompozytora nie wystarczała, by arystokratkom – w tych bowiem kręgach lokował konsekwentnie swoje uczucia geniusz romantyzmu – zapewnić odpowiedni prestiż. Żadna nie chciała mezaliansu, nawet z tak znanym i utalentowanym przedstawicielem pospólstwa jak Ludwik. Takie czasy.

Chybione klasowo romanse przynajmniej dodawały emocjonalnego napędu Beethovenowi, co jego twórczości jak widać służyło. Dlatego w roku 1800 na kanwie uczucia do swojej 18-letniej uczennicy – hrabiny Giulietty – stworzył hit wszechczasów: „Sonatę księżycową” (właściwie „Sonatę na kształt fantazji”).

Na YouTube oczywiście można jej posłuchać https://www.youtube.com/watch?v=4Tr0otuiQuU

Co się rzuca w oczy (w uszy rzuca się doskonałość)?
Zwróć uwagę na ilość „nie lubię” – kciuków skierowanych w dół…

Ponad 14 tysiącom słuchaczy nie spodobało się tak bardzo, że nie mogli przejść obojętnie obok tak – ich zdaniem – nędznego przykładu ludzkiej twórczości. Nie mogli wyłączyć utworu, przewrócić gałami, żachnąć się, wypuścić głośno powietrza, pokręcić głową w pełnym zdegustowaniu. Nie.
Ruszyło ich tak bardzo, że musieli skrytykować Beethovena. I teraz ja ich muszę za to skrytykować, czyli koło ludzkiej nienawiści nie przestaje się kręcić, jednostajnie jak nasza planeta.

Jak reagujesz na krytykę?

Beethoven opinię na temat swojej twórczości ma dosłownie…głęboko pochowaną. My – żyjący musimy mierzyć się z negatywnymi opiniami na swój temat, wyrażanymi wprost, nie wprost, aluzyjnie, werbalnie, niewerbalnie… Ciężko wymienić całe spektrum dostępnych metod i technik wbicia szpili. Krytykowania uczymy się w domu, szkole – wszędzie. Trenujemy swoje dzieci krytykować krytykując cały świat.

Na negatywne oceny czeka wewnętrzny krytyk – jak petarda na małą iskierkę, potrzebną do eksplozji. Wtedy wszystkie nasze wątpliwości zebrane w termin „niska samoocena” rozlewają się w środku niczym trucizna, na którą niełatwo znaleźć antidotum. Ktoś mówi o tobie krytycznie i nagle w duchu jakieś złe echo przytakuje złowrogo sycząc: „tak jesst-tak jesst-tak jesst”.

 A Stoicy mówią tak:
Najczęściej krytykujący/a chce sobie poprawić nastrój, mniemanie o sobie, przelewając swoje kompleksy na Ciebie. Zazwyczaj jest to nieświadoma terapia – nie daj się leczyć innym swoim kosztem. Nie pozwalaj na to.

Jeszcze raz: „N i e   d a j   s i ę   l e c z y ć   i n n y m   s w o i m   k o s z t e m”.

Antykrytyczne sugestie:

  1. Nie przebywaj w towarzystwie osób Ciebie krytykujących. „A uroczystości rodzinne?” Wypada być, tak? Kto tak powiedział?
  2. Przyjmij założenie o tym, że nie ma konstruktywnej krytyki. Tak, ludzi potrafiących przekazywać info zwrotne prawie nie ma.
  3. Współczuj. Tym co krytykują.
  4. „I don’t give a fuck”  – to dobra strategia radzenia sobie z krytyką, pozostawmy bez tłumaczenia na polski.
  5. Przeczytaj tekst Claude’a François „My way” w tłumaczeniu angielskim Paula Anki (tak, to Frank Sinatra śpiewał) lub polskim –  Wojciecha Młynarskiego
  6. I rób po swojemu.

 Aha.
Sam/a też nie krytykuj. Nie tylko innych, także siebie!

Widzisz, nawet Beethovena krytykują. Miernoty.
Ups, miało być bez krytykowania (nawet miernot). Stwórzmy zatem delikatniejszą kategorię dla 14 tys. nielubiących „Sonaty księżycowej”. Niech to będą…miernotki.

PS
Giulietta zmarła w 1856 roku, dużo później po swoim mężu, poślubionym dwa lata po napisaniu przez Beethovena „Sonaty” hrabim Wenzel Robercie von Gallenbergu, swoją drogą też kompozytorze.

PS’
Ludwig pisał przez całe życie listy do Giulii, ale ich nie wysyłał – wstydził się?
Bał się krytyki? Cholera wie.