„Nie wierzę w reinkarnację, ale w poprzednim życiu też nie wierzyłem” – tak brzmi asekuracyjna wątpliwość wieczności. Sprytnie.
Bez względu na Twoje postrzeganie tego co dzieje się po śmierci (ateizm – agnostycyzm – teizm) jedno jest pewne: Jeżeli czytasz te słowa, to znaczy że żyjesz (przynajmniej z biologicznego punktu widzenia) i zanim nastąpi lub nie nastąpi kolejny „etap” możesz świadomie i tak po prostu: Nażyć się*.

Statystyki mówią, że polska kobieta będzie żyła średnio 81 lat i 6 miesięcy, a polski mężczyzna 74 lata, 6 miesięcy i 11 dni. Możesz przedłużyć swoje życie o całe 15% wyjeżdżając natychmiast do Monako i zostając tam na stałe. Statystycznie.
Dokonaj prostej kalkulacji. Odejmij od tej średniopolskiej długości życia swojej płci obecną liczbę lat i napisz wynik na kartce (ok wklep w smartfon) – trochę lepiej wtedy dotrze do Ciebie TA liczba.
I co? Gapisz się w TE dwie cyferki zadając sobie filozoficzno-statystyczne pytanie: „Dużo, czy mało?”, prawda?

To jak wypełnimy pozostały nam czas złoży się na subiektywne poczucie wartości życia u jego schyłku.  „Tak szybko przeleciało…” mówią ludzie których dni były bardzo porównywalne i rutynowe – szczególnie w drugiej połowie swoich lat.  Uważaj! Możesz wyprodukować życiowy fraktal – obiekt samopodobny, identyczny w każdym kawałku, bez względu na miejsce zbliżenia pokazujący tą samą strukturę. Nie ma wtedy znaczenia, czy przeżyjesz 70, czy 700 lat. Nie warto byle jak odliczać dni, masz wystarczająco dużo czasu, żeby nażyć się. Jak to zrobić?

Nażyć się fizycznie.
Od tego się zaczyna cała koncepcja. Nasza fizyczność, jest wtórna w stosunku do życia intelektualnego, ale bez niej nas nie ma. Rodowód szału ciała ogarniającego świat kultury zachodniej jest komercyjny. Nie jest to jednak powód, by się obrażać i starać się bez sensu odwracać od tego, co nam tak bardzo potrzebne – fizycznego wyczerpania.
Dlaczego boisz się zmęczyć? Ten lęk ma w sobie coś pierwotnego. Zwierzę w nas próbuje ochronić funkcje witalne na zapas, na wszelki wypadek. W dzisiejszym modelu życia prawdopodobnie nie grozi ci głód, a opieka zdrowotna jakkolwiek byłaby niedoskonała i tak bije na głowę standardy medyczne z dnia twojego urodzenia. Zaledwie 100 lat temu prawdopodobnie byśmy zakończyli swoją ziemską przygodę przed 50-tymi urodzinami. Teraz żyjemy inaczej i najwyższy czas to wykorzystać! Potrzebujemy zmęczenia fizycznego, które będzie stymulowało naszą wydolność, dopalało nadwyżki zbyt kalorycznego jedzenia i zadecyduje o jakości życia w jego drugiej połowie. Dlaczego by nie „padać z nóg” i to jak najczęściej? To najlepsza inwestycja w dobry sen, plus dobrze wpływające na wiarę w siebie poczucie spełnienia. Nie bój się, prawdopodobieństwo zamęczenia się na śmierć jest niewielkie, a śmierć z przepracowania – Karōshi na kontynencie europejskim w zasadzie nie występuje. No nażyj się fizycznie każdego dnia, póki zdrowie pozwala, póki nie trafi cię jakaś cholera, odbierająca możliwość swobodnego władania własnym ciałem.

Nażyć się intelektualnie.
Francuzi Alfred Binet i Teodor Simon w 1905 roku wymyślili sposób pomiaru sprawności intelektualnej dzieci, a Niemiec William Stern 7 lat później stworzył na tej podstawie pojęcie IQ: Intelligenz-Quotient. Piękny umysł  – takim dysponujesz bez względu jaki iloraz inteligencji jest ci dany. Potencjał twojego mózgu jest bardziej niż wystarczający, by nażyć się intelektualnie. Już na etapie podstawowym procesów kognitywnych w naszych głowach mamy: myślenie wizualne, kalkulacyjne, refleksyjne, empatyczne i werbalne. Na tej bazie tworzymy przewidywania i myślenie etyczne, które doprowadza do poziomu wyższego: myślenia retrospektywnego, kreatywnego i krytycznego. Skomplikowane i budujące zarazem, nieprawdaż? Dopiero to wszystko sprowadza się do myślenia stosowanego, uff.
Zaangażowanie umysłu przy wykonywania podstawowych czynności życiowych spada w czasie – to zjawisko powstawania nawyków (tych dobrych i złych). Auto-pilot w głowie towarzyszy nam przy myciu zębów, jeździe samochodem znaną trasą, jedzeniu, pracy (niestety) i wielu innych aktywnościach, w których intelektualnie bliżej nam do chomika w kołowrotku, niż do kreatywnego twórcy tego urządzenia. Pozostaje zatem fantastycznie wielka możliwość zaangażowania głowy, bo wydaje się być trwale niewykorzystywana. Jest w niej dużo miejsca na równoległe procesy uczenia się: języków obcych, czytanie wymagających (myślenia) tekstów, czy choćby analizowanie możliwości zwiększenia swoich dochodów osobistych. Zostaliśmy obdarzeni wyjątkowym narządem, pozostawianie mu rozstrzygania dylematów z poziomu: włączyć facebook’a na smartfonie, czy tablecie? kupić kilogram ziemniaków, czy dwa? co było w ostatnim odcinku serialu? czy dobrze mi w niebieskim? w krawacie, czy bez? napić się kawy teraz, czy za chwilę? być na meczu, czy nie być? – to marnotrawstwo piękna umysłu. Jesteśmy stworzeni do czegoś więcej, w innym wypadku mielibyśmy mózgi wielkości poziomki, no co najwyżej truskawki. Nażyj się intelektualnie, każdego dnia wkładając do głowy ciekawe, trudne i godne sprawy.

Nażyć się emocjonalnie.
Kwintesencja człowieczeństwa została opisana łacińskim słowem – emocje: „e movere” – „w ruchu”, choć można było by napisać „w brzuchu” (w krainie motyli znaczy). Zjawiskowe przeobrażenie myśli w reakcje fizyczne, mniej lub bardziej widoczne, znaczą nam pamięć. To dzięki emocjom towarzyszącym określonym zdarzeniom możemy mówić, że coś przeżyliśmy. Strach, śmiech, rozpacz, wzruszenie, rozdygotanie – to stany, na bazie których powstają uczucia. Przeważnie są reakcjami na zachowanie innych ludzi. Szczęśliwe doświadczamy wielu chwil poruszenia, a każda z nich daje szansę potwierdzenia: jeżeli reagujesz to znaczy, że żyjesz. Będą więc emocje, które chcielibyśmy usunąć z pamięci i takie, za którymi będziemy tęsknić. Naprawdę nażyć emocjonalnie można się tylko wśród ludzi, bo tylko od przedstawicieli naszego gatunku możemy otrzymać odpowiednie bodźce. Przyroda, zwierzęta są doskonałym uzupełnieniem, ale nie są tak wymagające, tak reaktywne jak przedstawiciele naszego skomplikowanego gatunku. Kontakt z drugim człowiekiem jest niezbędny do stymulowania emocji, które rozwijają cywilizację. Bez interakcji ludzkich nie ma rzeczy dobrych, nie ma rzeczy złych – nie ma życia. Możemy więc świadomie być z innymi, emocjonalnie zmuszać do rozwoju, motywować, otrzymywać wsparcie, dawać i prosić. Nażyć się emocjonalnie można tylko będąc wśród ludzi i to najlepiej oferując coś bez oczekiwań rewanżu, tylko po to by właśnie: nażyć się emocjonalnie. Nie każdy dzień musi być huśtawką emocji, byle by nie był z nich wyprany, jałowy i niegodny zapamiętania.

Fizycznie, intelektualnie i emocjonalnie – to sprowadza się do nażycia ze sobą – człowiekiem, na którego jesteśmy skazani od życia do śmierci. Można wybrzydzać, „ale fatalnie mi się trafiło”, można podejść śladowo optymistycznie: „mogło być gorzej”.

Co ty na to, by kończyć każdy dzień ze świadomością: „Ale się dziś nażyłem/am” i prostą deklaracją: „I jutro też zamierzam!?”.

* „Nażyć się” (pol.) definicja i termin własny autora: Świadomie, aktywnie i angażująco wypełnić czas od teraz do śmierci.